Zima do nas przyszła...znów. Dziś rano jechałam do szkoły z chłopakami autobusem miejskim i ..... uderzył w nas samochód dostawczy..... Na szczęście nikomu nic się nie stało i całe szczęście, bo autobus był pełen ludzi. Z powrotem miałam już pietra i poszłam na pieszo, na pierwszym skrzyżowaniu za szkołą, na przejściu dla pieszych, dokładnie na samym jego środeczku wyłożyłam się jak długa. Pozbierałam swój honor i resztę ciała i ruszyłam dalej, niestety daleko nie doszłam - na następnym skrzyżowaniu znów miałam bliskie spotkanie z jezdnią. Fatalnie stłukłam sobie lewą rękę, boli jak diabli i spuchła, jak nie przejdzie będzie trzeba wybrać się do lekarza.....
 |
| Taki mam dziś widok z okna |
 |
| Tak rano wyglądało przed blokiem -zdjęcia lipne, bo z komórki |
|
 |
| A tak szczęśliwy był rano Hubert idąc do logopedy :) |
|
Robótkowo idę na łatwiznę, bo nic mi się nie chce. Nie mam nawet dla siebie ozdób wielkanocnych, ale przy tym śniegu to jakoś nawet ducha tych świąt nie czuję. Zrobiłam na próbę jedną świecę, tzn. ozdobiłam ją serwetką, chciałam zobaczyć czy mi się uda zrobić świece na stół komunijny Huberta i wydaje mi się, że coś z tego będzie:) Próbę robiłam z serwetki wiosennej i na wąskiej świeczce, wyszło jako tako, ale komunijne będą czarno białe i grubsze, więc nie powinno być źle.
Wczoraj miałam chęć na słodkie, pobuszowałam po blogach, znalazłam przepis i zrobiłam pyszne.... kokosanki. Dokładnie takie jak te sklepowe a nawet lepsze. Robiłam z
TEGO PRZEPISU . Dziś już nie ma po nich śladu. Tak sobie myślę, że dla moich trzech chłopaków to i potrójna porcja byłaby za mało:)