Powolutku szykuję prezenty świąteczne, oprócz tradycyjnie jakiś pierdółek, w każdym znajdzie się coś hand made, niekoniecznie moje robótki, ale każdego uszczęśliwię "ręczną robotą".
Mam nadzieję, że faktycznie uszczęśliwię, bo niedawno czytałam żale dziewczyny, która w zeszłym roku naszykowała dla rodziny prezenty ręcznie robione /dla rodziny męża swojego/ i podsumowali ją jako sknerę. Nie docenili wyjątkowości prezentu, czasu poświęconego na jego przygotowanie i choćby kosztów materiałów, które tanie nie są. U mnie raczej każdy docenia rzeczy ręcznie robione, nie mam "rozwydrzonej" rodziny :D.
Na pierwszy rzut poszła chusta, nie napisze dla kogo :) Chusta jest zrobiona z prawdziwej, 100%, wełny, o dziwo wcale niegryzącej, za to bardzo ciepłej. Ten kogo nią obdaruję będzie mógł spędzać w ciepełku zimowe wieczory przy pysznej herbatce z cytryną. Na blokowanie czeka jeszcze jedna chusta, a kolejna jest na drutach.
Zdjęcia robił mój synek, a ja na nich jak zwykle wiatrem czesana :)
Powstały też kolejne podkładki :) A jeszcze kolejne się suszą :)